sobota, 16 listopada 2013

Żarcie na wynos

Co lubię?
Po pierwsze - regularność posiłków. Nie toleruję spóźnień. Natomiast częstotliwość, owszem, może się zwiększać.
Po drugie - żeby było mięsko. Dużo mięska.
Po trzecie - jedzenie na wynos. Najlepsze są te kawałki, które można porwać w zęby i przenieść poza miskę. Sprawdza się tu zależność, że im lepszy kawałek, tym dalej trzeba go zanieść. Saszetki wysypujemy blisko miski, a mięsko wynosimy do drugiego pokoju. Niech kruszeje. Opróżnianie miski ma też tę zaletę, że człowiek może się ulitować i dodać coś jeszcze. Bo przecież tak nam smakowało...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz