A-ha! Łóżko wzięte!
Nie będę już tkwił bez sensu w ciemnej fortecy pod łóżkiem. Teraz wyleguję się na piętrze, na samym środku łóżka. To się chyba nazywa awans społeczny.
Że śpię o tej porze? Muszę przecież odpocząć po nader wyczerpującym polowaniu. Moje nowe terytorium jest całkiem spore, a wróg czai się z każdej strony...
(pierwsze miejsce w konkursie na ulubioną zabawkę Guzika zdobył kawałek sznurka z supełkiem na końcu. Przy odpowiednim doborze tempa można dzięki niemu uzyskać efekt zwany "kot na lonży" - kot biega wokół człowieka, goniąc sznurek. Kot wniebowzięty. Jak mu się wreszcie uda dopaść sznurek, łapie go w zęby i odchodzi w glorii, z ogonem na sztorc)
Reszta terytorium też zdobyta. Ta wielka kuweta jest całkiem gustowna. Nie będę już chyba korzystał z tej małej w pokoju. Trzeba zachować godność. No, chyba że mnie coś nagle wystraszy.
Mój nowy człowiek chyba się nie spodziewał, że mam tyle energii i entuzjazmu. Ktoś mu naopowiadał bajek, że jestem spokojnym, płochliwym kotkiem. Ja?! To był kamuflaż. Dopiero odpowiednia dawka manewrów w terenie jest w stanie sprawić, bym ułożył się do snu. Oczywiście - po kolacji...
(apetyt ma Guzik rzeczywiście znakomity, a i na trawienie nie narzeka)
Hm, trzeba przemyśleć, czy spanie na człowieku nie jest kolejnym etapem zdobywania pozycji strategicznych. Coś czuję, że trzeba go nauczyć moresu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz