środa, 30 października 2013

Guzik na zgliszczach

Dlaczego ten osobnik ludzki tak długo nie wraca? Przecież już dawno minęła pora kolacji! A ja się nudzę. Nudzę się coraz bardziej... Ta roślina na mnie patrzy!  To na pewno zamaskowany wróg!
Do boju! Za miskę waszą i naszą!


...taki mniej więcej widok zastałam po powrocie...
Wśród liści siedział zadowolony z siebie Guzik, domagając się pożywnego posiłku po zwycięskiej walce.


czwartek, 24 października 2013

Kot w ruchu

Guzik przemieszcza się na kilka sposobów, z czego najbardziej spektakularne są dwa:

1. Kot-demolka
Pędzimy na oślep przez mieszkanie, robiąc tyle hałasu, ile to tylko możliwe, z poślizgiem i przytupem. Tryb wykorzystywany w sytuacji zagrożenia lub dla zwrócenia uwagi.

2. Kot-ninja
Tryb zwany również animacją poklatkową: przemieszczamy się bezszelestnie, zastygając, kiedy tylko człowiek spojrzy w naszą stronę i świdrując go wzrokiem. W ten sposób 1. umacniamy przekonanie człowieka o naszych zdolnościach paranormalnych lub 2. wywołujemy niepewność co do rzeczywistej liczby kotów w w mieszkaniu (zgodnie ze starożytną zasadą: gdzie nie spojrzy - tam kot). W obu przypadkach można liczyć na zwiększenie porcji żywieniowych. A o to przecież chodzi.

piątek, 18 października 2013

Duch łowcy

Taaak. Chyba mogę uznać cel za osiągnięty. Osobnik ludzki został podbity, pobity i ustawiony na właściwym, podległym miejscu. Potulnie spełnia wszystkie moje zachcianki, czasem tylko trzeba go zdyscyplinować, kiedy nie dość szybko łapie moje aluzje co do kolejnej rozrywki.

Zresztą od łapania to i tak jestem Ja. Ostatnio odkryłem, że można zmusić człowieka, żeby włączył zabawkę wodną – przekręca jakąś wajchę i z twardej rury lecą takie małe kropelki. Trochę niewygodnie jest balansować na śliskiej obudowie zabawki, ale za to jaka frajda, jak woda rozpryskuje się po całej łazience…

Jeszcze nie udało mi się złapać tej dziwnej ruchomej rzeczy za szybką, przed którą siedzi często człowiek. To chyba jakiś owad. Rusza się w taki nieskoordynowany sposób. I nie ma zapachu. Niestety osobnik ludzki dziwnie się denerwuje, jak usiłuję dopaść irytujące zjawisko pazurami albo zębami. Próbuje nawet nieudolnie przeprowadzić manewr deportacji. Ha! Naiwny. Nie wie, że siła walki i niezłomny upór Prawdziwego Kota nie znają granic!

niedziela, 13 października 2013

Guzikowa lekcja miauzyki

Jakie jest cel podstawowy wydawania z siebie dźwięków?
Oczywiście zmiękczenie osobnika ludzkiego i uzyskanie zamierzonego efektu. W tym celu używa się kilku rodzajów dźwięków:

1. jako pierwszy proponuję nieco rozpaczliwe "MIII". Ten typ dźwięku wzbudza stosowną czułość u człowieka, najwyraźniej kojarzy mu się z dźwiękami wydawanymi przez jego młode. Nie należy jednak odgłosów tych wydawać zbyt długo, aby nie być posądzonym o ciapowatość.

2. Już po kilkunastu godzinach można przejść do wersji "MIAA...", by podkreślić wzrastającą pewność siebie i coraz lepszą orientację w terenie. Intensywność dźwięku trzeba regulować tak, by osobnik ludzki właściwie odczytał przekaz: czy oczekujemy jedzenia, polowania czy drapania. Biorąc pod uwagę ograniczone możliwości intelektualne człowieka, warto sygnały dźwiękowe połączyć z sugestywnym ruchem w okolicach łóżka, lodówki lub zabawki. Odrobina cierpliwości i powinno zadziałać. Uwaga! Utrzymywanie częstego kontaktu dźwiękowego poprawia jakość podawanego jedzenia!

3. W razie pilnej potrzeby wprowadzamy wersję MIEE, która ma działanie silnie aktywizujące osobnika ludzkiego, ale jej nadużywanie jest wysoce niewskazane. Może wywoływać nadmierną nerwowość człowieka, a w rezultacie pogorszyć jakość przekąsek.

4. Dotychczasowe badania wykazały, że z nieznanych przyczyn najbardziej oczekiwanym dźwiękiem jest mruczenie, które człowiek usiłuje wywołać masażem kociego kręgosłupa i drapaniem za uszami. Dla świętego spokoju warto więc jak najczęściej go wydawać, by nie zawieść naiwnych wyobrażeń człowieka o swojej dla nas niezbędności.

A teraz idę spać. Muszę się wyspać przed nocą....

a to Guzik ze swoją pętelką...



czwartek, 10 października 2013

Guzika dzień coraz powszedniejszy

A-ha! Łóżko wzięte!
Nie będę już tkwił bez sensu w ciemnej fortecy pod łóżkiem. Teraz wyleguję się na piętrze, na samym środku łóżka. To się chyba nazywa awans społeczny.
Że śpię o tej porze? Muszę przecież odpocząć po nader wyczerpującym polowaniu. Moje nowe terytorium jest całkiem spore, a wróg czai się z każdej strony...
(pierwsze miejsce w konkursie na ulubioną zabawkę Guzika zdobył kawałek sznurka z supełkiem na końcu. Przy odpowiednim doborze tempa można dzięki niemu uzyskać efekt zwany "kot na lonży" - kot biega wokół człowieka, goniąc sznurek. Kot wniebowzięty. Jak mu się wreszcie uda dopaść sznurek, łapie go w zęby i odchodzi w glorii, z ogonem na sztorc)
Reszta terytorium też zdobyta. Ta wielka kuweta jest całkiem gustowna. Nie będę już chyba korzystał z tej małej w pokoju. Trzeba zachować godność. No, chyba że mnie coś nagle wystraszy.
Mój nowy człowiek chyba się nie spodziewał, że mam tyle energii i entuzjazmu. Ktoś mu naopowiadał bajek, że jestem spokojnym, płochliwym kotkiem. Ja?! To był kamuflaż. Dopiero odpowiednia dawka manewrów w terenie jest w stanie sprawić, bym ułożył się do snu. Oczywiście - po kolacji...
(apetyt ma Guzik rzeczywiście znakomity, a i na trawienie nie narzeka)
Hm, trzeba przemyśleć, czy spanie na człowieku nie jest kolejnym etapem zdobywania pozycji strategicznych. Coś czuję, że trzeba go nauczyć moresu.

wtorek, 8 października 2013

Dzień pierwszy

(komentarz)
Po powrocie z pracy Guzika nie było widać. Najwyraźniej strefa podłóżkowa to jego na razie ulubione terytorium. Zawartość miseczki jednak zniknęła, a w postawionej tymczasowo kuwetce ktoś grzebał. 
Po jakimś czasie Guzik wychynął spod łóżka i jak gdyby nigdy nic zaczął się domagać głaskania. Miauczy na razie prosząco, ale ma zadatki na głaskowego terrorystę. Zaczynam się zastanawiać, czy to aby na pewno sterylizowany kocur, a nie kotka w rui...Jest jeszcze mocno niepewny, ale pozwala się na chwilę wziąć na ręce, łasi się, zaczyna eksplorować otoczenie. Początkowo z niepokojem przeglądał się w dużym lustrze na szafie, ale potem uznał, że tamten kot jest chyba niegroźny. Też czarny, ale dużo bardziej wystraszony ;)

Godzina 0

Nadeszła wczoraj, kiedy to pewien ciężko przepłoszony (niezwykle odważny - prostuje Guzik) kot został wniesiony do swojego nowego Domu. Po otwarciu transportera jego niezawodny koci instynkt wskazał mu drogę pod najbliższe (a zarazem jedyne) łóżko. W tej bezpiecznej fortecy nikt go nie znajdzie przez tydzień! Po co by tak wytrwale hodował sierść w barwach ochronnych? Nawet czubek nosa i pazury powleczone są maskującą czernią. Gdyby nie oczy, mógłby spokojnie udawać dziurę w ścianie.

Tymczasem nastała noc.Barwy ochronne chwilowo przestały mieć znaczenie. Cały świat je przybrał. Wielki nowy człowiek spał kotu nad głową, można więc było wykorzystać moment na wstępny rekonesans. Bardzo wstępny, bo przebudzony najwyraźniej osobnik ludzki pojawił się na moment w drzwiach, więc trzeba było zarządzić natychmiastową ewakuację.

Świt. Grunt to zachować spokój. Osobnik ludzki kręci się po pokoju, wydając różne mało artykułowane dźwięki. Chyba trzeba będzie odpowiedzieć kulturalnie. A przy okazji zastosować wariant taktyczny - miauk rozbrajający. Trenowany od dzieciństwa. Dla wzmocnienia efektu zaryzykujemy wyjście ze schronu. Siła głosu i moc spojrzenia to broń, której nie oprze się żaden osobnik ludzki.
Warto też zastosować taktykę bliskiego kontaktu - atak głową i grzbietem.
I rzeczywiście. Człowiek nasilił szczebiotanie i postawił w zasięgu miseczkę z czymś smacznym. Zadanie wykonane.