piątek, 28 marca 2014

Kot wodny

Guzik najwyraźniej ma w sobie coś z tygrysa. Nie chodzi o pazury,choć są imponujące i znakomicie się sprawdzają jako nie znoszące sprzeciwu zaproszenie do zabawy. I nie chodzi o czającą się u kresu każdej przytulanki gotowość do pożarcia głaszczącej ręki. Natomiast te wielkie, piękne koty są wyjątkiem, jeśli chodzi o sympatię do wody, którą podziela Guzik.
W jego przypadku niepohamowana ciekawość przeradza się w rodzaj fascynacji każdym cieknącym z kranu strumykiem, odgłosem wody w rurach, nalewaniem herbaty etc. Mam w związku z tym najczęściej podlewane kwiaty w mieście. Guzik przychodzi i głośno domaga się, żebym wzięła konewkę i skierował strumień wody do doniczki, a on wtedy rzuca się na niego z zaciekłością berserka, dopada i zmusza do posłuszeństwa.
Moc przyciągania ma też prysznic - Guzik usiłuje sprawdzić, co też takiego dzieje się za zasłoną. Włazi na brzeg wanny, hipnotyzuje wzrokiem kurki, rozciąga się w charakterze dywanika, albo czatuje na każdą kroplę spływającą po kafelkach. Słyszałam, że picie wody morskiej może doprowadzić do obłędu, ale żeby kranowej?